sen pierwotny. mp3/ tekst kasia koy
- 9 godzin temu
- 1 minut(y) czytania
poniżej wklejam fragment ze zbioru opowiadań pt. Sen pierwotny. LINIE I PLAMY Dłonie jej drżały, kiedy sięgnęła po szkicownik. Papier był cienki, niemal przezroczysty, jak membrana oddzielająca rzeczywistość od snu. Podała mu kartkę z wahaniem. Nie przekazywała przecież rysunku, lecz fragment własnej pamięci. Na stronie widniały schody ociosane z ciemności. Ich stopnie były nierówne. Jedne opadały ciężkie w dół, inne wznosiły się ku górze tak ostro, jakby chciały przeciąć sufit. Pod schodami znajdowała się plama. Gęsta i lepka, bez wyraźnych konturów. Wyglądała na coś, co zbyt długo było w cieniu i nauczyło się żyć bez światła. Eliasz pochylił się. Zbliżył twarz do papieru. - Widzi pan? – zapytała zdecydowanie. - To zawsze tam było. Lekarz nie odpowiedział od razu. Palcem, który rozpoznawał ból i rany, prześledził linię schodów. - To nie są zwykłe schody – stwierdził. - One wyglądają jak… kręgosłup domu. - Jakby budynek próbował się podnieść, lecz czegoś mu brakowało między kręgami. Zatrzymał palec na czarnej plamie. - To wygląda jak skrzep snu. - Zgęstniała pamięć. - To, co dziecko widzi, zanim nauczy się patrzeć „po dorosłemu”. Harfę przeszył dreszcz. Eliasz mówił dalej, głosem przytłumionym: - Ten cień, on nie stoi pod schodami. - On podtrzymuje je od spodu. - Jakby bez niego wszystko miało runąć – spojrzał na nią poważnie. - Może to nie on panią straszył. - Być może on panią ocalał. W pokoju ucichło. Harfa nabrała w płuca powietrza. - Cień, który ocala? – powtórzyła w zastanowieniu. Kasia Koy




Komentarze