mojra i noem - fragment
Zaktualizowano: 2 mar
wklejam tutaj fragment mojej niedawno powstałej książki pt. Błędnik Mojry i Noem. ten tekst powstał, gdy miałam swoją "fazę na jedno", co oznacza, że pisząc - w kółko odsłuchiwałam jeden i ten sam utwór:
III. POŁĄCZONE „MY”
1. MATKI
/MOJRA i NOEM, JEDNO.
mieszkałyśmy w wodzie. Noem w swoim oceanie, a ja w swoim. nasze matki dotykały się półkulami swoich brzuchów, a ich księżyce pojawiały się na nocnym niebie o tej samej porze. brzegi naszych wód stykały się ze sobą tworząc czułą linię; wrażliwą, reagującą na każdy gest. szczeliny oczu miałyśmy zarośnięte. oczy nie były nam do niczego potrzebne. czasem stopa jednej z nas delikatnie wsuwała się w obszar tej drugiej. wracała później z falą ciepła na swoje miejsce – miękka i spokojna, ze śladem potwierdzającym czyjąś bliskość.
przez dziewięć miesięcy słyszałyśmy bicie naszych serc. zawsze uderzały jednocześnie.
i chociaż każda z nas miała własną, autonomiczną przestrzeń istniałyśmy wspólnie.
nie byłyśmy bliźniaczkami. byłyśmy jednym.
rozdzieliły nas matki. poszły rodzić w dwie inne strony. oceany rozlały się po dwóch różnych obszarach. w miejscach, w których odeszły wody i dotknęły ziemi wyrósł brak. tak intensywny, że wyglądał jak płomień. ta przemiana wody w ogień, ta sztuczka natury, była jak niewypełniona miłość. z czasem matki poznikały. zostałyśmy same. minęło wiele lat zanim się odnalazłyśmy. my dwie – na wpół sieroty, przybrane córki alchemiczki Ziemi.
/NOEM, TERAPIA.
przestąpiłam próg gabinetu.
- świat chce, żebym leczyła się z tego kim jestem – powiedziałam bez ogródek.
- kim pani jest w takim razie?
- brakiem. - jej brakiem.
- a kim ona jest dla pani?
- światłem. - światłem – powtórzyłam, bo to słowo było bezpieczne. nie miało krawędzi.
brak nie jest przeciwieństwem światła. brak jest miejscem, w którym światło jeszcze nie powstało. nie umiałam tego powiedzieć. w gabinecie było za jasno. lampy sufitowe rozcinały powietrze na równe pasy, jakby ktoś próbował mnie podzielić. usłyszałam własny oddech. wyraźny. osobny. który nie łączył się z oddechem nikogo innego. to zabolało.
- proszę mówić teraz wyłącznie o sobie – psycholog odezwała się.
- nie umiem – zatrzymałam się na chwilę w rozmowie.
nie istniałam przecież sama dla siebie, sama w sobie. wszystko, co dotyczyło mnie było powiązane z Mojrą. zresztą, zanim byłam „jakąkolwiek sobą” najpierw byłam powolnym ruchem; zawieszeniem w bezpiecznej przestrzeni. zanim było „ja” – istniało podwojone ciepło, zdublowany puls i podwójny rytm serca. nie pamiętałam twarzy Mojry, pamiętałam wodę. nie pamiętałam zdarzeń. pamiętałam zgodność.
- tam, gdzie mnie cofano, mówiono - oddziel. - oddziel uczucie od osoby. - oddziel lęk od ciała. - oddziel miłość od źródła. - ale ja nie powstałam z oddzielenia.
Kasia Koy




Komentarze