tutaj nie wejdziesz
zaczęłam pisać nową książkę, bo coś trzeba robić czekając. w tej chwili trzy moje książki znajdują się w wydawnictwie: Nemocja, Sen pierwotny oraz Błędnik Mojry i Noem. w czerwcu ruszy praca związana z wydaniem Nemocji, istnieje więc szansa, że za kilka miesięcy się pojawi.
tymczasem wklejam fragment tej dopiero rozpoczętej, nowej, pod roboczym tytułem Tutaj nie wejdziesz.
TUTAJ NIE WEJDZIESZ
1. ZAPACH
Jest twardo. Świat jest twardy. Drętwieją mi od tego usta, język, ślina. Cierpną wszystkie części ciała, które wcześniej były miękkie, wiotkie, prawie mdlały. Czy stojąc lub idąc można zemdleć bardziej niż wtedy, gdy się leży?
Zrobiłam sobie z patyków gniazdo na posadzce, pomiędzy piętrami. Obudowałam się gałęziami. Miały pozorować ściany. To lepsze niż zasnąć z głową na wycieraczce pod cudzymi drzwiami i o świcie zostać przesuniętą na bok ruchem buta kogoś, kto wychodzi z mieszkania do pracy.
Klatki schodowe nie lubią intruzów. Lecz osiedlowe bloki bronią się nieskutecznie przed nami. Stawiają złudny opór uszkodzonymi domofonami; rozszczelnieniami w miejscach, gdzie wszystko powinno być domknięte. Bo nic nie potrafi zamknąć się przed bezdomnością naprawdę.
Jest środek mroźnej zimy, a moje wierzchnie okrycie, moja „wiatrówka”, wzięła się z wiosny. W maju wyszłam z domu i już nigdy do niego nie wróciłam. Nie to, że jakoś szczególnie nie chciałam. Budynek po prostu rozmurował się, stracił kondygnacje, zniknął. Domy czasem tak się wytracają. Same z siebie.
Gdzieś na wyższym piętrze przyrządzają właśnie ciepłą kolację. Woń schodzi do mnie po schodach materialna, jak fizyczna osoba. Powoli zbliża się, pokonuje zasieki z gałęzi.
– Spadaj – mówię. – Nie drażnij.
Osoba zapachu nie ma jednak zatrzymania. Chwyta mnie za nos z całej siły. Czuję ten bolesny zacisk od samego gardła, aż po pusty żołądek.
Na korytarzu ktoś włączył oświetlenie. Robię oczami unik, ale światło trafia prosto w źrenice i przedostaje się do wnętrza mojej głowy. Myśl zaczyna jaśnieć:
– Co tutaj robię? Co robię w tym obcym mieście?
Zaczynam krzyczeć, ale w sobie, pod ubraniem i już tak cicho, że słychać tylko cienki pisk. Jakby palce bawiły się suwakiem kurtki i przesuwały go w tę i z powrotem.
Obok windy słychać czyjeś kroki. Trzeba natychmiast się wypłaszczyć, zrównać z podłogą. Nie odstawać od powierzchni, gdyż można zostać wykrytym i przepędzonym z miejsca –
a przecież przede mną męcząca, nierozpoznana noc.
Kasia Koy




Komentarze